Mózg, najczęściej wybiera drogę na skróty, żeby nie zwariować, oczywiście. Czyli, wszystko w porządku, prawda? To przecież bardzo istotny powód, stabilność. Hehehehe, zależy – jak na to spojrzeć. No to popatrzmy, czy nasz mózg jest naszym przyjacielem, czy wrogiem. Testowanie komputera centralnego odbywa się na porządku dziennym, na przykład podczas podejmowania decyzji. Tak się składa, że ten osławiony proces nie jest świadomym wyciąganiem wniosków z okoliczności, analizą i syntezą argumentów. Jest po prostu, w ogromnej większości sytuacji = automatyzmem. Co to oznacza? Hormony i gadzia część naszej głowy dyktują- reszta wykonuje. Jak to zatem wygląda?
Kiedy wchodzę do sklepu czuję zapach, widzę uśmiech, dotykam materiał. Zmysły szaleją, kupuję. Jednorazowa przyjemność. W zależności od towaru – mogę się jeszcze ucieszyć, w momencie kiedy zjem, założę, posmaruję. Dlatego, w zależności od ilości czasu, moja podróż po wszystkich sklepach centrum handlowego jest czymś oczywistym. O dziwo, zdecydowanie więcej dzieje się w innych okolicznościach - przed ekranem!
Wcale bowiem nie muszę fizycznie spacerować po pasażach, żeby czuć się miło. Mimo, że przecież siedząc na kanapie z telefonem w ręku nie mam nawet części tych podniet, które miałam wchodząc do galerii handlowej, moja przygoda jest zdecydowanie bardziej rozbudowanym przeżyciem. A wszystko to zawdzięczam mojemu osobistemu Dyżurnemu Dywersantowi, którego oczywiście nazywam inaczej, który będąc na głodzie dopaminowym, dyktuje fazy mojej przyjemności. Niezawodny mózg (o nim tu mowa, oczywiście) uzależniony od wygrywania, zdobywania i komfortowania się posiadaniem podpowiada kolejne strony w przeglądarce.
-„Fajne, przyda się, tego nie mam”, pojawia się wyobrażenie gdyby to już tu było i przyjemne uczucie zwycięstwa nad materią. Przycisk KUPUJĘ, jest powszechnie poszukiwanym smakiem umami, a w obecnych okolicznościach jest po prostu nie do zastąpienia.
To jak podbój kolejnej prowincji, powiększającej Cesarstwo Rzymskie na jego wschodnich rubieżach, to jak odkrywanie nieznanego lądu po miesiącach żeglugi. Mam! Upajające uczucie. Pierwszy strzał dopaminy to decyzja, kolejny to obietnica dzwonka do drzwi lub otwarcia drzwiczek paczkomatu.
Kolejna dawka – biorę w ręce karton, kryjący niespodziankę. Tu jeszcze trochę adrenaliny, nerw błędny przewodzi emocje do brzucha, motyle, dziękuję! SerduszkaJ
Co kryje ten prezent, jakie zwycięstwo odniosę, kiedy rozerwę poły pudełka i zajrzę do środka. Prawie, prawie, prawie…jest! Jak cudownie jest nakarmić mój uzależniony mózg kolejną dozą narkotyku. Już od dwóch miesięcy nie wychodzę z domu. Dres jest moim wiernym przyjacielem, nie mam super fryzury, paznokci, jak wszyscy wyglądam „po domowemu”. Nie przeglądam się w biurze w oczach kolegów i koleżanek, zatem - dajcie mi moje zakupy!!! Chcę więc choć przez chwilę poczuć podenerwowanie, chcę mojego kortyzolu, chcę serotoniny, chcę oksytocyny!
Ufff… Wszystko super. Nareszcie, czekałam na nią całe 2 dni, rozrywam folię. Błyszcząca tarka do warzyw jest wprost idealna. Zaraz wymienię tę starą. Nie mamy w domu programu wsparcia dla emerytowanych sprzętów kuchennych, trudno.
Idę z trendem – w mediach ciągle krzyczą, żeby stawiać na młodych, nawet w radio, ostatnio. Moje trofeum zdobić będzie kuchnię, jak znalazł. 14,99 zł. Kosztu przesyłki nie było, zapłaciłam za rok, bo jestem premium, a co?! Fantastycznie.
Rachunek na kartce A4 rozkładam z atencją i archiwizuję w specjalnym segregatorze założonym pod koniec marca 2020. Mhmmm…, zamyślam się, i kiedy właśnie w głowie świta mi myśl o upieczeniu tarty warzywnej czuję znajomy głos dywersanta, „ale przecież nie masz porządnej blachy na takie wypieki”. Niemal w dwutakcie słyszę: „Kochanie, muszę mieć nowy młotek. Ten, który jest jakoś tak się rusza na trzonku” –zafrasowany głos męża dochodzący z pokoju uwalnia mnie od planu wybierania foremki w drugiej części dnia. Trzeba działać natychmiast! „Oooo… czywiście, Kochanie!”, odpowiadam. Konrad przecież też ma prawo wstrzyknąć sobie trochę szczęścia do głowy.
Cóż…kontrolowanie Osobistego Dywersanta, to trudne zadanie. Wymaga świadomości, a tej mamy w głowie około 5%. Reszta to podświadomość. Jeśli nie chcesz uzależnić się od dopaminy w stopniu, który przekształci Twoją garderobę, kuchnię, garaż, itd., w Magazyn Przedmiotów Wszelakich, a Ciebie w analityka Ceneo.pl, weź kartkę, długopis, zbierz całą rodzinę i poukładajcie swoje MUSZĘ- POTRZEBUJĘ – CHCĘ, CHCIAŁABYM/CHCIAŁBYM. Sięgnijcie po naszą Regułę Ringów™, której zadaniem jest urealnianie rzeczywistości, która najczęściej nam się po prostu WYDAJE.
Co ważne – zasady Reguły Ringów™ poznawaj najpierw w pojedynkę. Dopiero potem zrób z tego pracę w relacji. To tak, jak w samolocie. Maska tlenowa najpierw na swój dziób, żeby pomagać innym. Zrób rachunek sumienia, otwórz się na rozmowę.
Tak, na początku będzie to nieco dziwaczne. Nie każdy z nas potrafi mówić o swoich potrzebach, przymusach, marzeniach. Ale zobaczysz, o ile lepiej jest zacząć ten dialog i kontynuować go przechodząc przez wszystkie bliskie osoby, na których Ci zależy. A potem? Przejdź do klientów, kontrahentów. No jest NEO podejście do zrozumienia tych, z którymi chcesz osiągać porozumienia, żyć w relacji, współpracować.
To jest niezwykle odświeżające, kiedy zderzasz swoje oczekiwania, przypuszczenia, racje z tym, co w rzeczywistości sądzi druga strona. Ring Interesów™ zamienia się w Ringi Interakcji™.
Weryfikacja, super uczucie odarcia się z iluzji „wydawało mi się”. Wejdź w układ partnerski ze swoim mózgiem. Naucz go, że narkotyczne wizje MUSZĘ to mieć, MUSZĘ to zrobić, są najczęściej fatamorganami. A z nimi, jak wiadomo, nic nie wiadomo
Efekt działania Reguły Ringów™? Już nie wydaje (mi się) i nie wydaję (kasy, bez sensu). Nareszcie, świadomość. Mam!